Wywiad z Gutkiem i Banachem!

ib14

Bez nich polska scena muzyczna byłaby uboższa o kilka dobrych albumów, a poziom muzycznej energii był o kilkadziesiąt kilowatów niższy.

O kim mowa? Oczywiście o Indios Bravos!

 

Gracie właśnie serie koncertów w ramach projektu „Lech dla pozytywnie nastrojonych”. Obok Was w trasie są Muchy i Kari Amirian. Było to dla Was zaskoczenie, że akurat Was wybrała publika?

Banach: Kiedyś już graliśmy dla konkurencyjnego browaru, więc mam doświadczenie (śmiech). Raczej nie było zaskoczenia, zwłaszcza że mamy swoich wiernych fanów, którzy potrafią przejechać pół Polski, żeby wpaść na Nasz koncert. Nie było żadnego zaskoczenia.

Jak tam praca nad płytką? W tym roku będą już cztery lata od ostatniego krążka…

Banach: Już cztery?!

Gutek: No tak, w 2009 wydaliśmy dwie płyty: On Stage i Indios Bravos.

Banach: Powiem tak: Part One – 1999, Mental Revolution – 2004, czyli pięć lat. To nie jest jeszcze tak źle! Rekordu nie bijemy (śmiech). Nie ma obaw, kończymy już ostatnią produkcję i na pewno ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku. Nie wiadomo kiedy dokładnie będzie premiera (czy w połowie października czy też na początku listopada), bo sporo zależy też od wydawcy. Myślę jednak, że z całym materiałem uporamy się do końca września.

Czego możemy się spodziewać? Powrót do korzeni a może coś na kształt Peace?

Banach: Myślę, że będzie to taka wypadkowa naszych wcześniejszych rzeczy. Słuchając tego, co już zrobiliśmy, to dochodzę do wniosku, że znalazłyby się tam kawałki, które bez problemu wrzuciłbym do Mentala, a nawet Part One. Na Peace też by się coś znalazło. Na pewno daleka jest do Indios Bravos. Ten album znowu nagrywaliśmy w domu, znów jest trochę więcej komputerowych brzmień. Wydaje mi się, że jest bardzo przekrojowa. Co Ty Gutek sądzisz?

Gutek: Też uważam, że jest jej bliżej do Mentala i Part One, niż do tej ostatniej. Tak jak już powiedziałeś, że można by je wrzucić praktycznie na każdą naszą wcześniejszą płytę. To są takie „indiosowe” piosenki i one zawsze łączą w sobie trochę reggae z innymi gatunkami muzycznymi. Trudno się o muzyce opowiada, zdecydowanie lepiej się ją słucha (śmiech).

Dzisiaj usłyszymy coś nowego?

Gutek: Tak na pewno, gramy już od pewnego czasu nowe utwory. Dzisiaj nie mamy ich jakoś zabójczo dużo, ale spokojnie te cztery nowe kawałki usłyszysz.

Ok, a dlaczego właśnie „Jatata”?

Banach: Prosta sprawa, dlatego, że ja jestem tata, Gutek jest tata, Rysiek jest tata, Krzysiek jest tata, Groszek jest pan, bo ma psa i traktuje go jak dziecko (śmiech). Jakoś się tak zbiegło, że u wszystkich ten moment nastąpił w podobnym czasie i otworzyło to nas na zupełnie inny świat i doznania. Spotkała nas po prostu taka radość , której osobiście się nie spodziewałem. Okazało się, ze można to tak niesamowicie przeżywać, zwłaszcza że zawsze sceptycznie podchodziłem do tematu rodzicielstwa. Myliłem się!

Trzymając się płytowego tematu, chciałbym zapytać o reedycję płyty Heya – Fire i zagrali cały materiał podczas Jarocina. Byłeś tam wtedy w okolicy? Nie było sentymentu?

Banach: Nie, nie było mnie. Raczej nie było, wiesz w pewnym momencie nasze drogi (muzycznie!) się rozeszły i nawet jak grają te stare rzeczy to jest to zupełnie inne brzmienie. Nie jest to coś pod czym mógłbym się podpisać obiema rękami, że to jest Twoja muzyka.

Ok, ale Fire to jakby nie patrzeć jest częścią Twoje przygody muzycznej, chcąc nie chcąc.

Banach: No tak, płyta tak, ale nie wykonanie. Nasze drogi się rozeszły i tyle. Bardzo się cieszę, że mam ją na winylu.

Gutek: Masz?!

Banach: Mam

Z autografami masz (śmiech)?

Banach: Ale dobry pomysł! Podpiszę sobie (śmiech).

Gutek: Za wszystkich (śmiech).

Zapytam teraz o Indios Bravos Music Meeting. Pierwsza edycja była w Poznaniu, w zeszłym roku Szczecin, a w tym roku cisza. Idea imprezy umarła?

Banach: Ona nie umarła, po prostu z góry nie była przypisana do żadnego cyklu. Wiesz, nigdy nie mówiliśmy o tej imprezie, że będzie kwartalna czy doroczna. Po prostu to jest trochę, jak nasze płyty.

Czyli można się spodziewać kolejnej imprezy za pięć lat (śmiech)?

Banach: Będzie to będzie, a gdzie to nikt nie wie (śmiech). Jeżeli okaże się, że mamy fajne warunki do zrobienia imprezy to na pewno nie zawahamy się skorzystać. Jak będzie opcja w Rzeszowie, to będzie Indios Bravos Music Meeting w Rzeszowie.

A teraz bardziej filozoficznie. Jak uważacie, jak to jest: „stajesz się tym, czego słuchasz, czy słuchasz tego kim chciałbyś być”?

Banach: Nie wiem, a Ty wiesz?

Nie wiem, dlatego pytam się Was.

Banach: Ciężko powiedzieć. Nie wiem czy to ja sobie wybieram rzeczy do słuchania i sam kształtuję mój gust czy jest zupełnie na odwrót.

Gutek: Myślę, że to działa obustronnie. Z jednej strony szukamy rzeczy, które mogłyby nam się spodobać ze względu na nasze przyzwyczajenia, ale też dopuszczamy do siebie te elementy, które są w stanie trafić w nasze preferencje. A jak to wygląda na gruncie Indios Bravos? Tego do końca nie wiem. Wiem tylko, że dociera ona do ludzi i nie chodzi tutaj tylko o płaszczyznę melodyczną. Myślę, że najważniejszą częścią jest ten element przekazu, z którym poszczególne osoby się bardzo mocno identyfikują i to widać w trakcie koncertów. Poza tym poznajemy twarze naszych zagorzałych fanów, którzy jeżdżą za nami po całej Polsce i towarzyszą nam pod sceną.

Zmieńmy teraz trochę kierunek i zajmijmy się projektem Ludzie Mili. Jak do niego podchodzi? Jako pewna klamra z tym co robicie na indiosowym gruncie a może jako zupełnie oddzielna sprawa?

Banach: Przede wszystkim trzeba mieć świadomość tego, że projekt Ludzie Mili został zawieszony. Wtedy, gdy z Gutkiem zaangażowaliśmy się w to, traktowaliśmy to jako zupełnie osobną sprawę. Jedynym podobieństwem było to, że był ten sam schemat. Jak grałem, Gutek śpiewał. Część piosenek można by było wrzucić do repertuaru Indios Bravos, ale tak jak już powiedziałem jest to zamknięty projekt i nie planujemy w najbliższym czasie reaktywacji.

Ostatnie pytanie, nie nudzi Wam się, że wciąż pracujecie razem? Tyle lat (śmiech).

Banach: Mi się trochę nudzi, ale nie mam wyjścia (śmiech). A Ty Gutek?

Gutek: Raczej nie. Nigdy nie patrzyłem na to w kategoriach znudzenia. Wychodzę z założenie, że jak coś fajnie funkcjonuje, to nie warto tego psuć. Na „szczęście” mieszkamy daleko od siebie i nie musimy się za często widywać (śmiech).

Banach: To jest fajne, bo nie jest tak, że jesteśmy siebie uczepieni i możemy robić też inne rzeczy na co dzień. Lubimy razem współpracować i widzimy efekty, to nas napędza do dalszej współpracy. Niby mogę powiedzieć, że to jest moja praca, ale nie odczuwam tego. To cały czas jest dla mnie świetna zabawa, możliwość spędzenia czasu z chłopakami. Naprawdę fajna sprawa, polecam.

Dziękuję za wywiad.

Rozmawiał Bartek Górski

Be Sociable, Share!
T2D_Leader-650x100