Mistrzowie w hołdzie Wojtkowi

1457661_10152076173711224_1536127425_n

W historii świata zapisało się wiele sławnych postaci – poetów, naukowców, przywódców…Wśród nich są tacy, którzy na zawsze wpisali się w nasze serca ze względu na to co robili i jak bardzo ich dzieła zmieniły nasze życie. Taką właśnie osobą był zmarły latem tego roku Wojciech Juszczak, współtwórca Festiwalu Made in Chicago Jazz, którego VIII edycja wystartowała 29 listopada w poznańskiej Scenie na Piętrze.

Pierwszy dzień festiwalu rozpoczęła mieszanka rytmów afrykańskich, r’n’b, rocka i oczywiście jazzu. Wszystko za sprawą dwóch wspaniałych kobiet, które tego dnia zaprezentowały swoje projekty. Jako pierwsza w nastrój melancholii i zadumy wprowadziła nas Nicole Mitchell, która w asyście muzyków z Chicago i Los Angeles zabrała nas do muzycznego świata „Sun Dial”. I po raz kolejny Artystka pokazała wszechstronność swoich umiejętności – obok świetnie dobranych kompozycji mogliśmy usłyszeć także sporą dawkę jej poezji, przejmująco wyśpiewaną przez Dwighta Trible.

Tego wieczoru w Sali Wielkiej CK Zamek mieliśmy przyjemność usłyszeć także jeden z najbardziej wszechstronnych głosów sceny jazzowej naszych czasów. Mowa oczywiście Dee Alexander, która tym razem porwała publiczność w muzyczną podróż do przeszłości. „Funkin with Acoustic Soul: A Tribute to Jimi Hendrix and James Brown” to nic innego jak ukłon w stronę dwóch wspaniałych muzyków ubiegłego stulecia. Dee Alexander ten hołd złożyła jak na taką damę przystało – nie tylko zadbała o wizualną ucztę całego występu, ale przede wszystkim ze znanym sobie wyczuciem porwała słuchaczy w wir dźwięków – od nostalgicznego Angel, poświęconemu pamięci Wojtka, do energetycznych aranżacji „Sex Machine” czy „I Got The Feelin” Jamesa Browna.

Podczas całego występu szczególną uwagę publiczności przykuwały dźwięki gitary Scott’a Hesse, który był odpowiedzialny między innymi za świetną aranżację „It’s A Man’s Man’s Man’s World”, a także Ernie Adamsa, który grał tak, jakby z perkusją się urodził. Wyczucie rytmu i pasja muzyków sprawiała, że dźwięki spadały na każdego jak grom z jasnego nieba. Dodatkowo owacje na stojąco, rozentuzjazmowana publiczność tłocząca się przy stoisku z płytami i przede wszystkim opinie: „Ale było czadowo”, „Ten koncert mnie rozniósł” były najlepszą recenzją tego wieczoru.

Muzyka to język ponad podziałami 

Gdyby estetykę z obrazów Pollocka, Kandinskiego i Malewicza połączyć w jedną spójną całość i przełożyć na nuty – mielibyśmy dźwięki zbliżone do sobotniego koncertu Roscoe Mitchell/Mike Reed Duet. Ci panowie doskonale wiedzieli jak z dźwięków uformować najcięższego kalibru pociski muzyczne i zgrabnie strzelać nimi w publiczność. Część osób wychodziła, jakby nie mogąc znieść gęstej atmosfery jednak zdecydowana większość wstrzymywała oddech gdy kolejna kropla dźwięków spadała ze sceny. Nie ma co się dziwić, wszak Roscoe Mitchell to legenda jazzu, jeden z założycieli Association for the Advancement of Creative Musicians (AACM), który niejednokrotnie (a drugi raz w Poznaniu) udowadniał, że jako multiinstrumentalista wypracował najlepsze z możliwych połączeń: naturalne, głębokie brzmienie i znakomitą technikę gry.

Zdecydowanie można napisać, że sobotnie Made in Chicago Jazz w całości było ucztą muzyczną na bardzo wysokim poziomie. Zaraz ze Sceny na Piętrze udaliśmy się znów do Sali Wielkiej CK Zamek, gdzie czekały już rozstawione na scenie instrumenty szesnastu muzyków, którzy tego dnia zaprezentowali projekt KIZUNA : A Gathering for Wojciech Co-Led by Mwata Bowden and Tatsu Aoki.

Koncert w całości był poświęcony pamięci Wojtka Juszczaka i już po dźwiękach pierwszej suity wiedzieliśmy, że to będzie wspaniałe muzyczne przeżycie rodem z Chicago. Pod batutą Mwaty Bowdena muzycy swobodne przechodzili od klasycznego podziału na solistę i sekcję do szalenie wciągających bitew, by przytoczyć jedynie TS Galloway na puzonie kontra Dee Alexander wydającą z siebie odgłosy w takiej skali, że niejedna piosenkarka może jedynie o tym pomarzyć. W programie nie zabrakło także rytmów z innych zakątków świata. Połączenie jazzu z shamisen (japoński instrument muzyczny, strunowy, szarpany) i japońskich bębnów w kompozycjach Tatsu Aoki z pewnością na długo pozostanie w pamięci bywalców Made in Chicago Jazz.

Tradycja i nowoczesność

Ostatni dzień festiwalowy rozpoczął się projektem zainicjowanym przez Roberta Irvinga „Chicago Woj-tet”, gdzie na jednej scenie mogliśmy usłyszeć takie osobowości jak Ari Brown czy wspomniany Ernie Adams. Projekt w całości był podziękowaniem dla Wojtka, dzięki któremu społeczność chicagowskich muzyków mogła zaprezentować swoją twórczość w Poznaniu, co często było dla muzyków pierwszym w ich karierze występem w Europie.

Klimat Made in Chicago Jazz jest na tyle specyficzny, że nikogo nie zdziwiło zakończenie festiwalu, które było nie tylko efektowne ale i bardzo taneczne. W Pawilonie Nowej Gazowni wystąpił zespół Liquid Soul, którego chyba nie trzeba nikomu bliżej przedstawiać . Sądząc po ilości fanów pod sceną i bawiących się na widowni ten koncert był już od dawna wyczekiwany przez poznaniaków, którzy gdyby tylko mieli możliwość to w rytm tych dźwięków porwali by do tańca całe miasto.

Tegoroczna edycja festiwalu po raz kolejny udowodniła, że odległość między Chicago a Poznaniem jest krótsza niż ta przedstawiania na mapie. Wiele lat pracy, pasji i zaangażowania Wojtka Juszczaka oraz Lauren Deutsch sprawiło, że te dwa światy złączyła nie tylko muzyczna, ale przede wszystkim duchowa więź. Za to najbardziej teraz dziękujemy Wojtkowi, wciąż na pocieszenie mając słowa Dee Alexander: „we gonna see you Wojtek, we gonna see…”

Txt: Agnieszka Gonczar
Fot. Estrada Poznańska
Film: Krzysztof Machowina

Made in Chicago Jazz, 29.11- 01.12., Scena na Piętrze, Pawilon Nowa Gazownia, Sala Wielka CK Zamek, Poznań 2013.

Galeria

Be Sociable, Share!
750X90staffperfect