Aghata

Filigranowa dziewczyna z akustykiem w ręku, zapraszająca widza do swojego intymnego świata emocji i nierzadko smutnych historii. Pełna ezoterycznej energii i niewinnej szczerości. Rasowy zwierz sceniczny, który bez najmniejszego problemu potrafi rozbawić publiczność, żeby parę sekund później wprawić ją w zadumę. Jeśli nie wiecie o kim mowa, to na pewno nie byliście jeszcze na koncercie Agathy! A szkoda! Bo mogliście wspaniale spędzić wieczór i wybrać się na jej występ, wypić imbryczek ciepłej herbaty i na ponad godzinę zanurzyć się w piękne dźwięki żywych instrumentów. Poniżej wywiad z Agathą!

Dlaczego akurat gitara akustyczna? Nie ciągnęło Cię nigdy w stronę gitary elektrycznej?


Nie, nigdy. Dla mnie gitara akustyczna jest swoistym narzędziem do pisania piosenek. Skupiam się przede wszystkim na tekście. Moim zdaniem gitara elektryczna jest dla Tych co mają pojęcie o graniu (śmiech

Nie obawiasz się, że w obecnych czasach filigranowa kobieta z gitarą akustyczną może zostać pominięta w gąszczu elektroniki i drum’n’bassów?


Nie boję się tego. Zdaję sobie sprawę, że to co robię można uznać za niszowe. Jednak jest zapotrzebowanie na tego typu muzykę, o czym świadczyć może choćby ilość osób, która przyszła na dzisiejszy koncert. Uważam, że na wszystko jest miejsce. Oczywiście jedni będą mieć większe audytorium, inni trochę mniejsze. Czasami jednak garstka osób jest cenniejsza niż kilkutysięczny tłum

Patrząc na Twoje obecne dokonania można być mile zaskoczonym. Wyróżnienie w konkursie Make More Music, wydanie debiutanckiej płyty, występ w opolskich Debiutach. Zeszły rok był dla Ciebie bardzo udany. Co planujesz dalej?


Tak, to prawda. To był bardzo udany rok. Teraz skupiam się przede wszystkim na koncertach. Chcę grać, zarówno w Polsce, jak i w UK. No i oczywiście wchodzi w grę nowa płyta!

Masz już cały materiał?


Coś już mam. Dlatego też eksperymentuję podczas takich koncertów jak dzisiejszy. Chodzi przede wszystkim o to, żeby sprawdzić reakcję publiczności oraz wybadać samą siebie, jak się z danym materiałem czuję na scenie. Chciałabym jesienią wejść do studia. Zobaczymy…

Jeśli miałabyś wymienić trzy najważniejsze wydarzenia w Twojej dotychczasowej karierze muzycznej, to co byś wybrała?


Przede wszystkim wydanie debiutanckiej płyty było dla mnie ogromnym przeżyciem. Myślę, że występ w Opolu to swego rodzaju nobilitacja dla mnie. A trzecia rzecz? Nie wiem (śmiech). Wszystko jest teraz tak niezwykłe i cudowne, że nie jestem w stanie wybrać czegoś konkretnego.

Co czujesz, gdy Twoją płytę znawcy tematu porównują do takich gwiazd, jak Norah Jones? Słyszałem też porównania do polskiej Katie Melua.


Generalnie nie lubię porównań, ale jeżeli są to tego typu porównania, nie narzekam. Uwielbiam muzykę zarówno Norahy Jones, jak i Katie Meluy. To są gwiazdy wielkiego formatu. Uważam jednak, że przemycam wiele własnych, innych pomysłów w trakcie koncertów, więc nie do końca się z tego typu szufladkowaniem zgadzam

Twoje piosenki przepełnione są różnorodnymi emocjami. Słuchając samej płyty trudniej je „zauważyć”, natomiast podczas Twoich koncertów wszystko jest namacalne. Opowiedz mi trochę o tych emocjach.

Emocje towarzyszą mi zawsze jak śpiewam. Zresztą robię straszne miny wtedy i moi znajomi zawsze się ze mnie śmieją (śmiech). To jest spowodowane tym, że to są moje autorskie piosenki. Ja je tworzyłam, siedząc w pokoju przy gitarze i to są przeróżne przeżycia czy obserwacje. Wszystko co wokół mnie istnieje. To są przede wszystkim ludzie. Kocham obserwować ludzi, być z nimi! To wszystko sprawia, że to przenika, przechodzi przeze mnie. W trakcie koncertów te wszystkie chwile i emocje do mnie wracają. One są gdzieś głęboko we mnie i w trakcie, gdy zaczynam śpiewać pojawiają się mimowolnie. Bardzo często tego nie kontroluję.

Większość swoich tekstów śpiewasz po angielsku. Nie obawiasz się trochę, że przez wiele osób w Polsce możesz być po prostu nie zrozumiana?

Odczuwam to będąc w Polsce dłużej. Myślę, że potrzeba zrozumienia jest obustronna. Podobnie było w Anglii, zaczęłam tworzyć piosenki po angielsku, ponieważ chciałam być zrozumiana. Tutaj też jest ta potrzeba i czuję często przepaść między mną a odbiorcami. Śpiewam coś, co jest dla mnie bardzo ważne, w co włożyłam wiele pracy i nie mam pewności czy jest to ostatecznie dobrze odebrane. Z drugiej jednak strony najważniejsze są emocje. Spotykam się czasami z opiniami osób, które kompletnie nie rozumieją o czym śpiewam. Te osoby są zainteresowane warstwą emocjonalną moich utworów, wyczuwają w tym wszystkim coś prawdziwego, mocnego. To są dwie strony medalu, ale na następnym krążku chcę to zbalansować i wprowadzić może więcej polskich piosenek.

Be Sociable, Share!
T2D_Leader-650x100